We wtorek, w godzinach południowych w Genui zawalił się wiadukt Morandi na autostradzie A10. W tym czasie na obiekcie odbywał się normalny ruch samochodowy. Konstrukcja runęła z wysokości na zabudowania, rzekę i tory kolejowe. Są dziesiątki ofiar.
Włoskie media informują, że w momencie katastrofy na obiekcie znajdowało się ok. 30 samochodów. Na jednym ze zdjęć można zobaczyć ciężarówkę, która niemal cudem uniknęła tragicznego udziału w zdarzeniu, zatrzymując się tuż przed miejscem zawalenia.
fot. Vigli del Fuoco
We wtorkowe popołudnie mowa była już o 35 ofiarach, w tym dziecku i dwóch mieszkańcach okolicy, na którą runął obiekt wraz z pojazdami. Służbom ratunkowym udało się wydostać z gruzowiska dwójkę żywych uczestników zdarzenia.
Na razie nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy. Część mediów wskazuje, że na obiekcie prowadzone były prace remontowe. Wiadomo także, że w momencie katastrofy nad miastem przechodziła ulewa. Świadkowie wydarzenia, na których powołują się miejscowe gazety, mówią o możliwym uderzeniu pioruna, wskazują, że zawalenie obiektu poprzedził odgłos przypominający wybuch.
Pojawiły się także sugestie, że stan techniczny wiaduktu budził wątpliwości i od pewnego czasu mówiło się o potrzebie jego zamknięcia. Portal TVN24.pl podał z kolei, że obiekt w 2016 roku był odnawiany.
Most, który się zawalił był wybudowany w latach 60. ub. wieku (do ruchu oddano go w roku 1977). Przecinająca północne Włochy autostrada A10 jest głównym szlakiem łączącym nadmorskie rejony na południu Francji z Włochami. W miejscu gdzie doszło do zawalenia, na mapach już dziś można zobaczyć wielką wyrwę.
Wyświetl większą mapę
Obiekt miał długość ponad 1 km i przechodził nad potokiem Polcevera między dzielnicami Sampierdarena i Cornigliano. Część, która uległa zawaleniu ma ok. 100 m.
Wiadukt Morondi swą nazwę bierze od nazwiska projektanta – Riccardo Morandiego. Był to most wantowy.
Prog. Jan Biliszczuk, w rozmowie z portalem
Onet.pl ocenił że przyczyną awarii mostu mogła być korozja lin nośnych. „Ona postępuje powoli i w tych starych mostach jest bardzo trudna do wykrycia, bo jeśli lina ukośna idąca do pylonu ma 100-150 metrów długości, to w dowolnym przekroju na tej długości, jeśli ona przekoroduje, to lina się zrywa i most się wali” – powiedział Onetowi profesor. „Dziś tak mostów już się nie buduje. Obecnie mosty mają wiele lin i awaria jednej czy dwóch lin, nazywanych dziś także wantami, nie powoduje katastrofy” – dodał projektant m.in. mostu Rędzińskiego we Wrocławiu.