Pod torami linii nr 17 w ciągu ul. Widzewskiej znajdzie się nie tylko przejście podziemne, ale i przejazd dla samochodów – obiecuje jeden z kandydatów na prezydenta Łodzi, wspierany przez ministra infrastruktury. Winą za to, że mieszkańcy od półtora roku nie mają możliwości legalnego przekroczenia w tym miejscu torów, obciąża władze miasta. Przedstawiciele rządzącej Łodzią koalicji przypominają, że decydujący głos należy do PKP PLK, i wytykają przeciwnikowi nieznajomość tematu.
– Widzewska to jeden z ważniejszych problemów komunikacyjnych w Łodzi. Nie jest to wyłącznie problem osiedla Grembach, ale całego Widzewa – przekonywał Waldemar Buda, poseł PiS i kandydat na prezydenta Łodzi. O zamknięciu przejazdu (
czynnego do grudnia 2016 r.) i związanych z tym problemach w poruszaniu się
pisaliśmy na naszych łamach już kilkakrotnie. Przejazd pod wiaduktem kolejowym w ciągu równoległej Niciarnianej często się korkuje, a odcięci od centrum miasta mieszkańcy przechodzą przez tory nielegalnie.
Zbyt drogie oferty na przejście
Władze miasta w porozumieniu z PKP PLK zobowiązały się do wykonania przejścia dla pieszych i przejazdu dla rowerzystów pod torami. Dzięki odpowiedniej technologii mogłoby to odbyć się bez wstrzymywania ruchu pociągów. Nie udało się jednak na razie wybrać wykonawcy – żadna firma nie zgodziła się na wykonanie prac w proponowanym przez Zarząd Inwestycji Miejskich kosztorysie.
Na zaproszenie Budy do Łodzi przyjechał minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. – Znamy doskonale problem. PKP PLK już przed wieloma miesiącami rozważała tę sprawę. Jesteśmy zdeterminowani, by wraz z samorządem zrealizować przedsięwzięcie, które pozwoli rozwiązać ten problem – mówił na konferencji prasowej. Według ministra, jeśli władze miasta sporządzą analizy ruchowe i koncepcję programową, będzie można zasiąść do rozmów o tym, w jakim zakresie podzielić się inwestycją. Jak zapewnił Adamczyk, resort jest gotów zaangażować się także finansowo.
Czy to kampania? Minister zaprzecza
– Ministerstwo jest gotowe współuczestniczyć w jego rozwiązaniu, tak by w przyszłości znalazło się tu nie tylko przejście dla pieszych, ale również przejazd dla samochodów. To właśnie ma być rozwiązaniem docelowym – stwierdził Buda. Mieszkańcy osiedla po północnej stronie torów są pod tym względem podzieleni: część z nich chętnie powitałaby takie rozwiązanie, inni woleliby przejście dla pieszych i rowerzystów, obawiając się gwałtownego zwiększenia ruchu samochodowego. – Rząd jest gotowy zaangażować się w ten proces, choć konieczny jest udział ze strony władz miasta. To nieprawda, że przeszkodą jest postawa PKP PLK. Ta kwestia w ogóle nie była przez miasto podnoszona, nie była stawiana na ostrzu noża. Dziś okazuje się, że nawet z kładką dla pieszych, której budowy chce miasto, są problemy, bo przetargi się nie udają – kontynuuje Buda.
Czy przyjazdu ministra do Łodzi i wspólnego wystąpienia z kandydatem nie należy rozpatrywać w kontekście kampanii wyborczej? Czy wspomniana pomoc zostanie udzielona także w razie przegranej kandydata PiS? – Nie jest to związane z wyborami samorządowymi. Częstotliwość moich wyjazdów poza Warszawę nie zwiększyła się w stosunku do poprzednich lat. Wielokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach w regionach – stwierdził Adamczyk, wymieniając długą listę województw i miejscowości. – Nie dzielimy Polski na Polskę A i B – Polska jest jedna. Jeśli w Łodzi jest problem, który trzeba rozwiązać, będziemy go rozwiązywać – dodał.
Walasek: Buda nie zna sprawy
– Widać, że poseł Buda nie zna tematu. Mówi o „kładce” nad torami, podczas gdy przejście przez tory ma zostać poprowadzone pod nimi – komentuje łódzki radny PO Mateusz Walasek. – Sama konieczność naprawienia przez kolej swoich błędów jest oczywista. To właśnie
wymogi PKP PLK sprawiły, że przejazd w ciągu Widzewskiej został w 2016 r. zlikwidowany – przypomina. Jak twierdzi, brak możliwości legalnego przekroczenia torów nie jest zatem winą władz miasta, które prowadziły wielokrotne uzgodnienia z koleją.
Według radnego PO miasto nie było nigdy przeciwne przejazdowi dla samochodów osobowych. – Pozostaje jednak kwestia kosztów, a także postawy kolei. Przetarg nie został rozstrzygnięty, choć miasto zarezerwowało na ten cel pieniądze – nie znalazł się wykonawca, który zmieściłby się w kosztorysie. Będą podejmowane dalsze próby – zapewnia. – Warto mówić o tym lokalnym problemie, ale nie można zapominać o innych, większych problemach dla Łodzi – takie jak spodziewane okrojenie węzłów na drodze S14 – które wygenerowało samo ministerstwo – podsumowuje.
Co z drogami? Adamczyk: Nie mamy wpływu na oferentów
Głównym celem wizyty była jednak – jak twierdzi minister – rozmowa z pracownikami łódzkiego oddziału GDDKiA o inwestycjach drogowych w regionie. Nie obyło się więc bez pytań o przetargi na A1 Piotrków – Częstochowa i zachodnią obwodnicę Łodzi S14. – Gdyby nie odwołania i procedury sądowe, uruchomione przez uczestników postępowania, dziś bylibyśmy po podpisaniu umowy. Droga byłaby budowana. Nie mamy jednak wpływu na zachowania biorących udział w przetargu – tłumaczył Adamczyk. Wyraził nadzieję, że umowa na S14 zostanie podpisana we wrześniu lub październiku. – Mam nadzieję, że sąd podejmie decyzje w tej sprawie – dodał.
– Co do A1, chciałbym podpisania umów jeszcze w lipcu. Jeśli także tu nie będzie odwołań, do końca sierpnia umowy będą już podpisane – zadeklarował minister. Jak przypomniał, poszczególne odcinki są prowadzone przez różne oddziały GDDKiA – w Łodzi i Katowicach.